Polski Django

Były niewolnik Django ("D" jest nieme!), bohater najnowszego filmu Tarantino, pięknie masakruje w finale stado białasów, mszcząc się za krzywdy swoje i swoich współbraci. Nie masz w ojczyźnie naszej twórcy na miarę Quentina; tak jak wielu innych dobrodziejstw. Ale pofantazjować warto: kim byłby polski Django, gdyby był? I kogo by rozwalił?

Wyobraźnia podpowiada mi zawsze bardzo jednoznaczne obrazy. Więc nie ukrywam, że kiedy zamykam oczy, gaszę światło i chowam ręcę pod kołderką, fantazjuję sobie, że polski Django jest homoseksualistą.

W jednym zdaniu wygląda to niestety tak, że Django Polak nie posiada w swoim kraju pełni praw, ale podatki płacić musi. Oczywiście niewolnikiem nie jest. Jak mu się tu nie podoba, może w każdej chwili wyjechać. Droga wolna. Idźta do tej Unii.

Ale jak już zostaje, to niech lepiej siedzi cicho. Gdyż każdy przejaw jego aktywności będzie manifestacją.

Nikt o tym głośno nie mówi, ale Django Polak jest obywatelem drugiej kategorii. Ponieważ się nie rozmnaża. A to jest przecież podstawowy obowiązek Polaka. Nie licząc oczywiście księży, Jarosława Kaczyńskiego i Krystyny Pawłowicz. Chociaż ci prawdopodobnie nie są stąd, tylko spadli z kosmosu. To ich z niewypełnienia obowiązku rozgrzesza.

(Z tego, co mi wiadomo, różnie bywa tak naprawdę z rozmnażaniem homoseksualistów. Ale skoro z trybuny sejmowej, pod orłem, a zwłaszcza krzyżem padło, że są "nieużyteczni", tak widocznie musi być. I nie ma tu żadnego pola do polemiki!)

Czy tak jak bohater filmu Tarantino, Django Polak napotka na swej drodze Niemca, który go wyzwoli? Może byłaby to heca. Która jednak mieści się w granicach prawdopodobieństwa. W granicach (pojęciowych) Polski mieści się jak na razie niewiele. Po przekroczeniu Odry wkraczamy w cywilizację śmierci. Konserwatyści z PO łapią się z przerażeniem za głowy: pedały chodzą po ulicach, trzymając się za ręce. I nikogo to obrusza.

Wolność. Zdaje się, że też o to walczyliśmy.

Django z filmu Tarantino dokonuje masakry w posiadłości Candyland. W polskiej wersji nosi ona nazwę Katoland, co niczego nie przekreśla, a nawet pewne rzeczy uwzniośla. Powstań Django, skrusz kajdany! Masakra to oczywiście symboliczna. Fantazja ucieśnionego. Krwawy dowcip. (Kto zrozumie, ten zrozumie.) Ale sprawiedliwość, choćby wyobrażona - musi być.

Trwa ładowanie komentarzy...