Wyznania człowieka uczciwego

Nie żebym chciał się tym chwalić, ale tydzień temu znalazłem stówkę w bankomacie i postanowiłem zwrócić ją właścicielowi. Okazało się jednak, że to nie takie proste.

24 maja, dwadzieścia minut po szóstej. Rano. Metro Racławicka. Biegnę z torbą wypchaną pustymi słoikami, do mamusi na wieś jadę, pociąg zaraz. Po drodze zahaczam o bankomat. Wkładam kartę. Nie wchodzi. Co jest? Okazuje się, że w podajniku pieniędzy tkwi stówka. No to ją wyciągam, jakoś tak automatycznie. Myślę przy tym: jak można stówki zapomnieć, mi się to nigdy nie zdarza. Pewno ten człowiek wróci. Człowieka widziałem, jak biegłem: wysoki, szczupły, młody, z telefonem przy uchu, z torbą na ramieniu, zieloną chyba. Chyba blondyn. (Zna ktoś takiego? ) Okazało się jednak, że nie wrócił. Na peronie też już go nie znalazłem. No to zostałem z tym banknotem, pojechałem na wieś, wróciłem, chodziłem przez kilka dni z nadwyżką gotówki w portfelu, wreszcie dziś z samego rana wybrałem się na policję, żeby nadwyżkę zwrócić.

Pan policjant na komisariacie pochwalił moją postawę. Cukierka nie dał, polecił za to, żebym zwrócił się z tematem wprost do Euronetu (bo to bankomat Euronetu był, Metro Racławicka, antresola południowa - zachowałem kwit, żeby zawsze pod ręką mieć wszelkie potrzebne dane). Dzwonię do Euronetu, odbiera Sławomir jakiś, nazwiska nie pamiętam, ale pamiętam, że podał mi je przed imieniem. Pobiera ode mnie informacje, mówi, że potrącą mi tę stówkę z konta. Spoko. Lecz coś mnie tknęło, by zapytać: a będziecie szukać tego człowieka? Ja wypłacałem swoją stówkę o 6.23. Metro Racławicka, antresola południowa. On wypłacał swoją stówkę w tym samym miejscu, tyle że kilkadziesiąt sekund wcześniej. Po numerze karty na pewno można dotrzeć, oddać, uszczęśliwić. Uczulić. Okazało się jednak, że nie. Mówi mi Sławomir: szukać go nie będą, ale jak się zgłosi, to uznają jego reklamację.

No a jak się nie zgłosi, to co?

Tym samym firma Euronet wzbogaciła się o wiadomą kwotę, tamten wysoki i młody przeżywa swoją stratę, a ja, no cóż, nie chciałbym nadinterpretować, ale w takiego Robina Hooda, który zabiera biednym i oddaje bogatym, nigdy nie chciałem się bawić. Zawsze wolałem w lekarza. Następnym razem nakleję kartkę z ogłoszeniem na bankomacie. Kto wie, czy nie okaże się bardziej skuteczna.
Trwa ładowanie komentarzy...