O autorze
Jestem człowiekiem wielu predyspozycji.

Naziolskie symbole szczęścia

Łatwo się domyślić, o co chodzi polskim naziolom. Zwłaszcza kiedy przychodzą na wykład profesora Zygmunta Baumana i krzyczą, żeby wypierdalał. Tu nie ma z czym polemizować. Sprawa jasna jak biel lica prawdziwego Polaka. Patrząc jednak na te udręczone twarze, trudno odpowiedzieć sobie na inne pytanie: czy oni są szczęśliwi? Całe szczęście (sic!), wątpliwości w tym temacie rozwiewa białostocka prokuratura.

Cześć i chwała bohaterowi Dawidowi Roszkowskiemu z prokuratury Białystok-Północ, który w swojej nieposkromionej mądrości orzekł, że malowane na murach swastyki są niczym innym, jak symbolem szczęścia, skądinąd powszechnym w Azji. (Nie dziwi więc jego obecność w Białymstoku).



W momencie, *w którym służby dwoją się i troją, by zlikwidować grupę odpowiedzialną za kilkadziesiąt ksenofobicznych incydentów, do jakich doszło ostatnio w Białymstoku, *gdy minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz ogłasza "skinheadzi - idziemy po was", * a premier Donald Tusk przyznaje, że środowiska rasistów i "świat publiczny" niepokojąco się nad Białą przenikają, *gdy zaniepokojenie sytuacją wyraża biuro Komisarza ds. Uchodźców ONZ - oto prokurator Roszkowski dochodzi do wniosku, że swastyki na miejskich murach malują zapewne... hinduiści.


Jest w tym jakaś logika. Trudno przecież przypuszczać, żeby naziol malujący na murze swastykę był smutny. Wprost nie można sobie wyobrazić, by zalewał się łzami, bazgrząc "Jude Rause" pod kopcem Anielewicza.

A to, że taki wytrawny znawca Wikipedii jak Dawid Roszkowski sprawuje urząd prokuratora, jest już rzeczą zupełnie nie do pomyślenia. A jednak! Tyle że mnie to jakoś w ogóle nie cieszy. Najwyraźniej nie jestem Prawdziwym Polskim Hinduistą. I co teraz?
Trwa ładowanie komentarzy...