W momencie, *w którym służby dwoją się i troją, by zlikwidować grupę odpowiedzialną za kilkadziesiąt ksenofobicznych incydentów, do jakich doszło ostatnio w Białymstoku, *gdy minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz ogłasza "skinheadzi - idziemy po was", * a premier Donald Tusk przyznaje, że środowiska rasistów i "świat publiczny" niepokojąco się nad Białą przenikają, *gdy zaniepokojenie sytuacją wyraża biuro Komisarza ds. Uchodźców ONZ - oto prokurator Roszkowski dochodzi do wniosku, że swastyki na miejskich murach malują zapewne... hinduiści.
Jest w tym jakaś logika. Trudno przecież przypuszczać, żeby naziol malujący na murze swastykę był smutny. Wprost nie można sobie wyobrazić, by zalewał się łzami, bazgrząc "Jude Rause" pod kopcem Anielewicza.
A to, że taki wytrawny znawca Wikipedii jak Dawid Roszkowski sprawuje urząd prokuratora, jest już rzeczą zupełnie nie do pomyślenia. A jednak! Tyle że mnie to jakoś w ogóle nie cieszy. Najwyraźniej nie jestem Prawdziwym Polskim Hinduistą. I co teraz?
